Jak zjeść ciasteczka i mieć Audience - Czyli - Czy Twój biznes leży w zainteresowaniach Google'a?

Od kilku lat coraz częściej mówi się o tym, że posiadanie odpowiednich danych o użytkownikach jest podstawą do zrobienia dobrego biznesu w sieci. Oczywiście rola zespołu i egzekucji planu nie traci na znaczeniu, ale staje się równoległa do wiedzy technologicznej oraz umiejętności przetwarzania danych. Mówiąc o danych mam na myśli przede wszystkim dane audience.

Zarówno duzi gracze (Google i Facebook) jak i mniejsi (wszelkiego rodzaju agencje) chcą dostarczać informacje konsumentowi zanim jeszcze podniesie rękę do góry i powie na głos “jestem zainteresowany zakupem”. Umiejętność dotarcia do użytkownika z ofertą, której jeszcze świadomie nie poszukuje, jest swojego rodzaju złotym gralem dzisiejszej doby internetu. Każdy kto znajdzie rozwiązanie tego problemu może cieszyć się kilkuletnią fazą dynamicznego wzrostu, a przy nawet najmniejszej umiejętności myślenia przyczynowo-skutkowego zbudować firmę o solidnym fundamencie.



Obecnie dane zbierane są z wielu źródeł, jednak najbardziej wartościowe stanowią wyżej wspomniane firmy - Google i Facebook. Ich umiejętność pozyskiwania konkretnych danych jest różna, dlatego uważam, że Google najlepiej radzi sobie ze zbieraniem INTENCJI a Facebook przoduje w kontekście ZAINTERESOWAŃ i DEMOGRAFII. Oczywiście nie oznacza to, że obie te firmy nie posiadają informacji z tych trzech najważniejszych kategorii.

Portale takie jak Innpoland.pl również zbierają dane audience, które mogą być jeszcze bardziej uszczegóławiane - nie oznacza to jednak, że są to dane, których nie posiada Facebook czy Google. Sam fakt czytania artykułów z konkretnego zakresu tematycznego oraz częstotliwość i pora czytania powoduje, że użytkownik może zostać określony jako przedsiębiorca, potencjalny kredytobiorca, głodny wiedzy, czy w jak w przypadku osób odwiedzających portal Mamadu.pl jako rodzic małego dziecka, albo osoba przygotowująca się do macierzyństwa.

Jak wielką przyszłością są dane zapewne dobrze wiecie, pozwoliłem sobie na ten rozbudowany wstęp aby opowiedzieć o kolejnym kawałku torta, które firma Google zarezerwowała dla siebie. Od kilku lat widoczna jest polityka zmniejszania wartości pośredników pomiędzy dostawcą, wyszukiwarką a użytkownikiem. Z historii ostatnich lat wiemy, że Google w dosyć brutalny sposób rozprawiło się z porównywarkami cenowymi, katalogami firmowymi oraz agregatami informacji o lotach, filmach, seansach kinowych etc. W ostatnim czasie Google uruchomiło również własną porównywarkę ubezpieczeń samochodowych oraz porównywarkę kart kredytowych z których poziomu można skorzystać z usługi i dokonać transakcji. Moim osobistym marzeniem biznesowym od zawsze było agregowanie usługodawców i potencjalnych klientów w jednym miejscu i tworzenie takiej otoczki biznesowej, która sprzyjała powstawaniu transakcji. Stąd nawet nazwa mojej firmy polscyspecjalisci.pl która od razu kojarzy się z agregatorem usług (katalogiem firm). W pewnym momencie zrozumieliśmy jednak, że również nasze działania są częścią tortu, którą chce zarezerwować dla siebie Google aby stać się globalnym agregatorem usług - a nie wyłącznie wyszukiwarką internetową. W takiej sytuacji, aby w dalszym ciągu generować wartość dla klienta stworzyliśmy usługę, która polega na budowaniu jego indywidualnej obecności firmy w internecie jednak opartej o dwie wcześniej wymienione firmy - Google i Facebook. W pewnym sensie staliśmy się wraz z naszymi przyjaciółmi budowniczymi nowego rynku w Polsce - rynku dla małych i średnich firm polegającego na systematycznym budowaniu obecności małych i średnich firm w internecie w modelu abonamentowym, co okazało się bardzo dobrym ruchem. Na pierwszy rzut oka nasze działania nie różnią się niczym od działań agencji interaktywnych. Wierzę nawet, że są w stanie wytworzyć taką usługę jak my, jednak nie w takiej cenie i nie taką, która w relatywnie krótkim okresie przynosi efekty w postaci nowych klientów. Również podejście firm, które tworzą ten rynek jest odmienne. Istnieją firmy bardziej technologiczne i łatwiej skalowalne, oraz takie, które są mocno zakorzenione w modelu Inbound Marketingu i szeroko rozumianego Online Preasence. Jednak w obu tych modelach szczególne miejsce znajdują pozyskiwane w ten sposób dane, które pomagają optymalizować efekty działań zmierzających do pozyskania nowych zleceń dla klienta.

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie wiadomość, która dotarła do mnie kilka tygodni temu, o tym, że Google postanowił stać się globalnym pośrednikiem hotelowym. Z punktu widzenia takich firm jak Booking.com czy nasze rodzime RoomAuction.com może to wymagać zmiany strategii działania, w czym upatruję dużą szansę dla zespołu Bolesława Drapelli. Mniejsza firma może znacznie szybciej zareagować na taką zmianę i uzyskać potężną przewagę konkurencyjną. Sposób w jaki to wykrajanie tortu ma miejsce budzi wiele znaków zapytania w mojej głowie, jednak wiem, że polityką Google jest nastawiona na dostarczanie najbardziej wartościowych wyników. Nie ma bardziej wartościowych niż własne i jest to coś, z czym pośrednicy internetowi muszą się pogodzić.

Google wykraja kolejny kawałek tortu dla siebie i patrząc w oczy pośrednikom hotelowym usmiecha sie... Ślini palec i dotyka kawałek ciasta mówiąc "to moje".

Moją intencją tego tekstu jest szczera prośba, abyście zastanowili się nad tym, czy działalność Waszego biznesu nie leży w docelowych zainteresowanich dużych graczy internetowych. Taka świadomość w dniu dzisiejszym to spory zasób czasu na znalezienie odpowiedniej strategii, opracowanie koncepcji i wykonania zwrotu w nowym kierunku, który pozwoli budować trwałą wartość dla klientów, a przez co wartość dla Waszego przedsiębiorstwa.
Trwa ładowanie komentarzy...